Aktualności
Zachęcamy do zapoznania się z opublikowanym na łamach serwisu Prawo.pl artykułem dotyczącym zwoływanych zgromadzeń ogólnych sędziów celem zaopiniowania kandydatów do KRS.
Wypowiedzi udzielili: Bartłomiej Przymusiński, Marcin Gudowski, Bartłomiej Starosta, Wojciech Łukowski oraz Kinga Śliwińska-Buśkiewicz.
Artykuł dostępny w serwisie Prawo.pl (kliknij, aby przejść).
"Zachęcam wszystkich sędziów do zapoznania się z kandydaturami tych sędziów, którzy nie znaleźli się na listach wystawionych przez stowarzyszenia, oraz do wzięcia udziału w opiniowaniu kandydatów. KRS powinna być organem, w którym różnorodność jest uznawana za bardzo istotną wartość, w którym ścierają się różne poglądy i w ten sposób wypracowywane są stanowiska Rady, które w najbardziej efektywny sposób służą realizacji jej zadań. Dla dobra obywateli i wymiaru sprawiedliwości nie jest wskazane, aby wszyscy sędziowscy członkowie zasiadający w Radzie podzielali „jedyne słuszne" rozwiązania proponowane przez określone organizacje czy formacje polityczne" - sędzia Marcin Gudowski.
Zachęcamy do zapoznania się z opinią wyrażoną przez sędziego Huberta Dudkiewicza dostępną w serwisie RP.PL/prawo.
Za zgodą autora opinii publikujemy treść artykułu:
"Żywię głęboką nadzieję, że bezstronni sędziowie, na co dzień niezaangażowani, mimo wielu piętrzących się wątpliwości co do równości procedury wyrażania opinii na temat kandydatów do KRS, jednak wezmą w niej udział.
W okolicy 20 kwietnia w całej Polsce odbędą się zgromadzenia ogólne sędziów, zwołane celem wyrażenia opinii na temat kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa, zgłoszonych marszałkowi Sejmu zgodnie z obowiązującą ustawą.
W związku z zapowiedzią ich zwołania, w dyskursie publicznym pojawiło się wiele nieprawdziwych twierdzeń. Jedne z nich mają zniechęcić sędziów do wzięcia udziału w zgromadzeniach, a wręcz groźbą odpowiedzialności karnej od tego udziału odstraszyć. Drugie mają z kolei sędziów do tego zachęcić, łudząc ich iluzją naprawy niekonstytucyjnej ustawy przy pomocy pozaustawowych mechanizmów konsultacji sejmowego wyboru ze środowiskiem sędziowskim. Co ciekawe, jedne i drugie opierają się dokładnie na tym samym przekłamaniu – że członków KRS wybiorą sędziowie – i z tej fałszywej przesłanki obie strony wyciągają, choć odmienne, to równie fałszywe wnioski. Pierwsze mówią o nielegalności zgromadzeń, drugie o wypełnieniu konstytucyjnych standardów bez konieczności zmiany ustawy. Obie narracje to sofizmaty – polityczne hasła w prawniczym przebraniu – diabeł, który miast ornatu przywdziewa dziś togę.
Zgromadzenia będą legalne
Nieprawdą jest, że członków KRS wybiorą sędziowie. Choć wybór taki realizowałby wytyczne europejskich trybunałów, byłby ewidentnie sprzeczny z obowiązującą ustawą. Wykonanie międzynarodowych zobowiązań doprowadziłoby nie tylko do naruszenia prawa krajowego, ale do szerokiego kontestowania składu nowej KRS i dalszego pogłębienia kryzysu. Wyboru spośród kandydatów dokona jednak Sejm – powiedzmy to raz, a dosadnie. Będzie on działał całkowicie zgodnie z obowiązującą ustawą od jej artykułu 11a ad principio do 11d ust. 7 ad finem. Żadna ustawa nie zawiera jednak zamkniętego katalogu argumentów, którymi może się on w tym wyborze kierować. Posłowie mogą rzucać kośćmi, spojrzeć w gwiazdy (lub oczy ministra), ulec partyjnej dyscyplinie lub posłuchać zgromadzeń, które wyrażą tylko opinię o kandydatach. Sejm nie jest przy tym w żaden sposób związany głosem sędziów, bo nawet w uchwale z 27 lutego obiecał wyłącznie „wziąć go pod uwagę”, a choćby i poszedł w niej dalej, to i tak nie może taką uchwałą skutecznie związać się wbrew ustawie. Nadal to Sejm dokona wyboru, biorąc lub nie pod uwagę głos naszego środowiska. Podobnie było przecież z opiniowaniem kandydatów na prezesów sądów. Czy minister usłuchał głosu wszystkich zgromadzeń? No właśnie…
Nie jest zatem prawdą, że zgromadzenia będą nielegalne, gdyż sędziowie wybiorą członków KRS zamiast Sejmu, bez podstawy prawnej i wbrew ustawie. Zgromadzenia nie są w tym wypadku organami władzy publicznej w rozumieniu art. 7 konstytucji – nie będą wykonywać żadnych władczych kompetencji. Jako organy sędziowskiego samorządu mogą jednak zabierać głos w istotnych sprawach, związanych z wykonywaniem wymiaru sprawiedliwości – wydawać opinie o charakterze konsultacyjnym i dokładnie to w kwietniu zrobią.
Ci, którzy boją się ujawnić swe rzeczywiste poparcie, bo jako cała grupa stali się w oczach ogółu sędziów agenturą władzy politycznej, muszą jednak bojkotować zgromadzenia i znaleźć ku temu podstawę.
Wyboru dokona Sejm
Nieprawdą jest jednakowoż i twierdzenie o tym, że opiniowanie w cudowny sposób uzdrawia wadliwą ustawę, skoro wyboru nadal dokonuje Sejm, który może zrobić z opinią sędziów, co tylko zechce. A nawet jeśli wybierze osoby wskazane przez zgromadzenia – skąd pewność, że nie wynika to wyłącznie ze zbieżności politycznej woli sejmowej większości z ich stanowiskiem, które gdyby było inne, nie zostałoby uznane? Skąd mamy wiedzieć, że politycy nie zamydlili sędziom oczu, dając jedynie pozory sprawczości, jak dorosły, który daje dziecku pozory wyboru? Zresztą Sejm na pewno nie uwzględni tych opinii w całości, bo nikt nie łudzi się chyba, że z uwagi na możliwość wiążącego wskazania po jednym kandydacie przez każdy klub poselski, do KRS wybranych zostanie wszystkich piętnastu sędziów z największym poparciem. Sejm zresztą nic takiego nie przyrzekł. Zaapelował natomiast o wzięcie pod uwagę konieczności reprezentacji w KRS wszystkich rodzajów i szczebli sądownictwa. A jeśli opiniowanie w ocenie Sejmu tej reprezentacji nie odda? No właśnie…
Ci, którzy przez lata nawoływali do bojkotu konkursów przed KRS ostatnich dwóch kadencji, głosząc tezy o utracie konstytucyjnej tożsamości organu i jego prawnym niebycie, chcąc ścigać dyscyplinarnie sygnatariuszy list poparcia nie mogliby jednak dzisiaj sami zbierać na nich podpisów, nie stosując kreatywnej interpretacji faktów i alternatywnych zasad logiki. Stąd mowa o „wyborach”, tak jakbyśmy żyli w równoległym świecie, w którym prezydent podpisał, a nie zawetował nowelę ustawy. To polityczny cynizm i hipokryzja najcięższego kalibru, których przeciętny, niezdecydowany w kwestii kwietniowego zgromadzenia sędzia jest jednak w pełni świadomy i które bardziej obrzydzają mu w nim udział, niż do niego zachęcają.
Jakby tego było mało, projekt regulaminu zgromadzeń, przewidując możliwość oddania przez każdego sędziego piętnastu głosów, premiuje stowarzyszenia i stworzone przez nie listy kandydatów, dodatkowo zniechęcając sędziów niezrzeszonych do udziału w – ich zdaniem – z góry przesądzonej farsie. Nie pomaga przy tym prowadzona przez część kandydatów iście polityczna kampania wyborcza – ulotki, plakaty i spoty w strumieniach postów na sędziowskich grupach.
Sędziowie powinni powiedzieć „sprawdzamy”
Co zrobi zatem 20 kwietnia przeciętny sędzia, który chce po prostu w spokoju pracować? Nie przyłoży ręki do tej – w jego ocenie – politycznej hucpy? Zamknie się w gabinecie i będzie udawać, że nie ma go w sądzie? Przecież i tak już wszystko wiadomo! KRS pod fałszywym sztandarem przywróconej praworządności przejmą sędziowie, mający polityczne plecy obecnej sejmowej większości. Podczas gdy nic się nie zmieni, ogłoszą, że zmieniło się wszystko. Więc po co brać w tym udział?
Mam nadzieję, że wspomniany sędzia nie pójdzie tą drogą. Choć bez zmiany ustawy nie można naprawić wadliwej procedury, po raz pierwszy od lat oddano głos sędziom. Nawet jeśli jest to wyłącznie
cyniczne zagranie, bo sejmowa większość przekonana jest o tym, że pozytywnie zaopiniowana zostanie akceptowana przez nią piętnastka, środowisko sędziowskie może powiedzieć „sprawdzam”. Mimo że Sejm nie jest prawnie związany głosem zgromadzeń, to jedynym rozwiązaniem, w którym wyjdzie on przed wyborcami i międzynarodowymi gremiami z twarzą, jest wywiązanie się z danej obietnicy, nawet jeśli sądy wskażą innych kandydatów, niż się dziś zakłada.
Dzięki opiniowaniu można nie pozwolić zatem sejmowej większości na stworzenie w KRS kolejnego monopolu na właściwe poglądy, z jakim do czynienia mieliśmy przez jej ostatnie dwie kadencje – na wymianę milczącej, posłusznej wobec władzy warty nad zimnym grobem wymiaru sprawiedliwości. Możliwym jest zaopiniowanie składu, który nie będzie realizować w Radzie wytycznych stowarzyszeń i ich zarządów; który nie stworzy w niej nowej spółdzielni.
Sędziowie mogą zablokować wybór do KRS piętnastu osób, mających o wszystkim jedno zdanie, skoro całe nasze środowisko nie jest monolitem. W tym celu zamiast głosować na odgórnie i nie wiadomo przez kogo sporządzone listy, skoro nie wiedzą w jakich okolicznościach i na jakich zasadach powstały, powinni zapoznać się z sylwetką każdego kandydata z osobna i zaopiniować wyłącznie tych, których sami uważają za najlepszych do pełnienia tej funkcji. Pośród sześćdziesięciu kandydatów, każdy znajdzie osoby godne poparcia i przede wszystkim niezależne – nie w sloganach, a naprawdę – od bezimiennych twórców list do blokowego głosowania, nienamaszczone do startu przez prezesów, władze stowarzyszeń oraz polityków lub też politycznie naznaczone środowiska. Przedstawicieli, którzy nie będą słuchać w KRS podszeptów – ani jednej, ani drugiej strony – tylko dbać o rzeczywistą niezależność sędziów.
Wystarczy postawić kilka krzyżyków
Wybór do KRS sędziów niewspieranych przez stowarzyszenia i strony politycznego sporu byłby pierwszym krokiem do tego, by wyrzucić politykę z sądów, odczarować opinię publiczną, przekonaną o tym, że całe sędziowskie środowisko podzielone jest na dwa zwaśnione plemiona, kiedy stanowią one jedynie kilka głośnych procent wśród ogromu cichych, apolitycznych sędziów. By uciszyć dzielących środowisko krzykaczy, nie potrzeba ich przekrzykiwać. Wystarczy w spokoju postawić kilka krzyżyków.
Jednak cel ten zrealizuje wyłącznie powszechny udział sędziów w zgromadzeniach i wyłącznie taki udział będzie miarodajny. Jeśli będzie to 30 proc. uprawnionych, całe środowisko nie tylko odda pole garstce sędziów politycznie zmobilizowanych, ale również stworzy dla Sejmu furtkę, by w swym wyborze wykręcił się od danego słowa. Nie mówiąc już o tym, że pokaże ono całej Europie, że na ten głos nie zasługuje – że woli, by to politycy decydowali o tym, kto ma je reprezentować, a w niedalekiej przyszłości – jakie wyroki mamy wydawać.
Żywię więc głęboką nadzieję, że bezstronni sędziowie, na co dzień niezaangażowani, mimo wielu piętrzących się wątpliwości co do równości całej procedury, wezmą w niej udział. Że skoro dano im szansę, wezmą odpowiedzialność za posprzątanie tego bałaganu i przy okazji pokażą władzy politycznej i związanym z nią kolegom, że mają swoje zdanie – że nie są bezwolnym stadem, które moralnie zaszantażowane, potulnie postawi krzyżyk, tam gdzie ktoś mu wskaże palcem.
Projekt regulaminu zgromadzeń premiuje stowarzyszenia i ich listy, lecz przy powszechnym udziale nie uniemożliwia całkowicie przełamania tego mechanizmu. Masowy udział w zgromadzeniach bezstronnej większości środowiska pozwoliłby więc naprawdę przywrócić sędziowską część KRS sędziom, na przekór zakusom polityków, którzy bez względu na partyjne barwy radzi byliby mieć sądownictwo pod ścisłą kontrolą – w sposób bardziej otwarty lub sprawiając pozory.
Już 20 kwietnia sędziowie mogą zaskoczyć wszystkich, którzy myśleli, że mają ich w garści. Już 20 kwietnia sędziowie mogą zaskoczyć własne środowisko. Zaskoczyć samych siebie.
Autor jest sędzią, członkiem zarządu i rzecznikiem prasowym Stowarzyszenia Absolwentów i Aplikantów KSSiP VOTUM".
Zachęcamy do zapoznania się z profrekwencyjnym wywiadem kandydatki do KRS Aleksandry Sinieckiej-Kotuli dostępnym w serwisie RP.PL/prawo.
Za zgodą kandydatki publikujemy treść artykułu:
"Aleksandra Siniecka-Kotula: Dlaczego kandyduję do KRS?
Ponieważ polski wymiar sprawiedliwości potrzebuje resetu.
Nie chodzi tu koniecznie o reset konstytucyjny, który postulują niektórzy. To na dzisiaj jest nierealne. Ale nie jest nierealny reset polegający na przywróceniu Krajowej Radzie Sądownictwa funkcji, jaką zgodnie z Konstytucją powinna pełnić, czyli stanie na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów (art. 186 ust. 1).
Zmiany w KRS są konieczne, jednak muszą to być zmiany realne. Nowy skład w części sędziowskiej powinien reprezentować rzeczywisty pluralizm środowiska sędziowskiego. Nie powinna to być po prostu zamiana jednej “ekipy” na drugą “ekipę”.
Niestety, taki scenariusz rysuje się na horyzoncie. Na przyszły tydzień zaplanowano zgromadzenia sędziów sądów powszechnych, na których, w myśl przyjętej przez Sejm 27 lutego uchwały, mają zostać przyjęte rekomendacje środowiska sędziowskiego odnośnie wyłonienia kandydatów do nowego składu KRS. W przestrzeni publicznej już od pewnego czasu promowane są tzw listy kandydatów, wysuwane przez różne “stowarzyszenia sędziowskie”. Stowarzyszenie Iustitia wypuściło rodzaj ulotki wyborczej, której forma sugeruje, jakoby kandydaci z wysuniętej przez nią “listy” byli jedynymi kandydatami do KRS. W dodatku, w przyjętym przez prezesów sądów systemie “prawyborów” każdy sędzia uzyskał prawa do głosowania na 15 sędziów-kandydatów. Nietrudno zauważyć, że jest to formuła promująca wybieranie całej “listy kandydatów”. Trzeba więc przypomnieć, że o członkostwo w KRS stara się 60 sędziów i wielu z nich, włącznie ze mną, nie znajduje się na żadnej “liście”. Dlatego właśnie chciałabym to w tym miejscu podkreślić z całą mocą: musimy skończyć z głosowaniem na “listy”, które, niestety, wykazują dość jednoznaczne afiliacje polityczne.
Ta mentalność politycznych “obozów”, która przeniknęła wszystkie szczeble polskiego sądownictwa - choć przede wszystkim te wyższe i najwyższe - stanowi prawdziwą truciznę, coraz bardziej utrudniającą jego prawidłowe funkcjonowanie. Nieustannie słyszymy podniosłe hasła o praworządności, ale często jest to jedynie populistyczna narracja, za którą kryje się pragnienie umocnienia i rozszerzenia wpływów własnego obozu, kosztem “tych drugich”, którzy w zasadzie w ogóle nie mają prawa tu być. Nie jest bowiem prawdą, że problemem są “neosędziowie”. Nie potwierdzają tego żadne dane ani statystyki. Nie potwierdza tego również orzecznictwo sądów europejskich, choć wskazuje ono na konieczność przeprowadzenia zmian systemowych. Te zmiany jednak winny iść w kierunku odpolitycznienia wymiaru sprawiedliwości, a nie utrwalenia podziałów środowiskowych, które niestety przebiegają po tych samych liniach, co dla nikogo nie jest tajemnicą.
Jeżeli więc miałabym się zwrócić z apelem do mojej grupy zawodowej, zwłaszcza do większości ciężko pracujących sędziów, często nazywanej “milczącą”, której de facto dzisiaj zawdzięczamy to, że system jako tako wciąż działa, powiedziałabym: głosujmy tak, jak czujemy, zgodnie z własnym sumieniem, ale proszę, nie głosujmy na “listy”. Nie wybierajmy dalszego ciągu tego, co było - nawet jeśli z odmiennym znakiem. Zaufanie do sędziów w społeczeństwie systematycznie spada i niestety obciąża to nas wszystkich, choć bezpośrednią odpowiedzialność za to jest bardzo niewielka grupa, choć wyjątkowo aktywna medialnie. Jednak większość z nas nie jest przecież zainteresowana polityczną nawalanką. Chcemy wykonywać swoją pracę najlepiej, jak potrafimy - mając w pamięci, ile wysiłku i wyrzeczeń kosztowało nas zyskanie prawa do pełnienia zaszczytnej służby Rzeczypospolitej jako jedna z jej władz. Wiemy dobrze, jakie cechy warunkują właściwe i dobre jej sprawowanie. To bezstronność, niezależność i apolityczność, to umiejętność zdystansowania się wobec codziennej bieżączki, w której często zanurzone są dwie pozostałe władze. To nie przypadek, że Konstytucja w art. 173 stanowi, iż sądy są władzą odrębną od innych władz. Nie są to tylko słowa, jest to fundamentalna zasada ustrojowa, która nam, sędziom, jest przecież szczególnie droga. A jest tak dlatego, że to my siadamy za stołem sędziowskim, zakładamy togę i łańcuch, i orzekamy o sprawach ludzi wszelkich możliwych afiliacji, światopoglądów, wizji państwa i społeczeństwa - i to naszym obowiązkiem jest nie mieć wówczas względu na osobę. Może już tylko naszym?
Z tych powodów ośmielam się prosić wszystkich kolegów i koleżanki sędziów o rozważenie oddania głosu na kandydatów niezależnych, w tym na mnie. Nie zdecydowałam się kandydować po to, by realizować czyjąkolwiek agendę, tym bardziej polityczną. Nie ma mnie na żadnej liście. Kandyduję na własną odpowiedzialność, kierując się wyłącznie dobrem wymiaru sprawiedliwości - a więc dobrem Rzeczypospolitej, bo nie ma jednego bez drugiego. Choć od dawna angażuję się w publiczną debatę, nigdy nie dawałam publicznie wyrazu moim poglądom politycznym, gdyż nie tak rozumiem rolę sędziego. Chcę odpolitycznionej i niezależnej KRS i tak zamierzam sprawować funkcję członka KRS jeśli zostanę wybrana. Chcę KRS pluralistycznej, a nie składającej się z towarzystwa z jednej listy tego czy innego stowarzyszenia, nie służącej nieformalnym układom czy partykularnym interesom. Takiej KRS chcę być członkiem i sędziów tak myślących chcę w niej reprezentować.
Sądownictwo musi wreszcie zostać wyrwane z logiki sporu politycznego. Uważam, że Krajowa Rada Sądownictwa ma tu bardzo istotną rolę do odegrania. Widzieliśmy w poprzednich latach - i to nie tylko ostatnich dziesięciu latach - osoby, które obejmowały stanowiska sędziowskie lub awansowały ze względów, nazwijmy to oględnie, pozamerytorycznych. Nie ma sensu udawać, że tak nie jest. Odbudowa zaufania społeczeństwa do sądownictwa musi zacząć się od krytycznej autorefleksji samego środowiska. Sędzia, który nie wychodzi z mediów, otwarcie wyraża poparcie dla tego czy tamtego polityka, wpisuje innych sędziów czy to na “listy hańby”, czy na “rejestry niesędziów” wywołuje jedynie poczucie, że kolejna z władz zajmuje się sama sobą. Nie taki jest sens naszej służby. W ramach KRS pragnę promować osoby, które, poza kompetencjami merytorycznymi, będą wykazywać się prawdziwą wewnętrzną niezależnością - nie tylko od innych władz, ale także od własnego środowiska.
Drogie Koleżanki, drodzy Koledzy - chcę z tego miejsca po raz kolejny zaapelować o jak najszerszy udział w nadchodzących prawyborach. Jest nas - rzetelnie pracujących dla państwa i społeczeństwa sędziów - naprawdę więcej. Mamy szansę to udowodnić. Nie poddawajmy się naciskom i nie dajmy się manipulować. Nowy skład Krajowej Rady Sądownictwa będzie jedynie pierwszym krokiem ku uzdrowieniu polskiego wymiaru sprawiedliwości, ale, o czym jestem głęboko przekonana, może być to krok bardzo ważny, wręcz fundamentalny, jeśli tylko nasz głos będzie na tyle donośny, że nie będzie można go zignorować. Jesteśmy władzą odrębną i niezależną od pozostałych władz, ale także od koterii, układów, politycznych gierek, propagandowych zagrywek, wycierania sobie ust głoszeniem wartości, których w praktyce nikt nie respektuje. Naszym chwalebnym zadaniem, obowiązkiem i misją jest codziennie wymierzać sprawiedliwość, kierując się wyłącznie prawem i własnym sumieniem.
Kierując się tymi wartościami nie rezygnujmy z zabrania głosu i wybierzmy prawdziwą niezależność".